A miało być tak pięknie...
Rozdział 2
I wybaczyła mu pełna nadziei, że będzie lepiej, że z czasem na nowo zaufa... Starała się z całych sił, lecz w środku ciążyło jej kłamstwo jego i rosła obawa, że zrobi to znów i gryzła się w język by nie powiedzieć za dużo zbędnych słów... I spowrotem znów było dobrze, ale czy napewno, choć na zewnątrz wyglądało to tak, to między nimi przepaść i głucha cisza, a wraz z nią narastal w niej ból i smutek. Czuła się bezsilna, bo zaufać nie było łatwo i jest to ciężka praca. Najgorsze że ona była w tym sama, bo ona się starała lecz on nie, choć obiecał i zapewniał, robił to samo... Ile można samemu dźwigać ciężar tych zdarzeń, odzyskać zaufanie to praca dla dwojga, a samemu rzecz niemożliwa... I gdy już szło ku dobremu by relacje polepszyć, znów to zrobił, skłamał. Pewnej soboty już późnym wieczorem powiedział, że idzie już spać, bo zmęczenony jest po pracy, ona uwierzyła i dobranoc napisała, lecz rano się okazało, że on wcale spać nie poszedł lecz przed północą w auto wsiadł i ruszył w drogę do byłej. I gdy do 12 nie odzywał się, a zawsze z rana wcześniej wstawał, dla niej było to dziwne i znów fala podejrzeń zalała umysł jej "co robi??" albo "gdzie jest".. Napisała do sąsiadki czy auto na parkingu stoi, odpowiedź zabolała, bo auta nie było całą noc i nie ma do tej pory. On miał na emailu lokalizację włączaną, więc długo nie myśląc sprawdziła ją... I znów zobaczyła jej adres, a jej serce w tym momencie pękło na nowo i zalał ją ból nie doopisania. Wkoncu zadzwonił, zapytała gdzie jest choć prawdę znała, a on znów skłamał... Nie wytrzymała i powowdziala, że zna prawdę, że znów ją zranił, że znów skłamał... Nie rozumiała dlaczego... Nie rozumiała czym sobie na to zasłużyła... Czemu rani.... I czy w ogóle jeszcze kocha....
Co dalej okaże się później... Bo ile można wybaczać i znosic ból, który zadaje nam osoba która kochamy nad życie...
Komentarze
Prześlij komentarz